<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Link Polska Express &#187; Nasze sprawy</title>
	<atom:link href="http://linkpolska.com/category/nasze-sprawy/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://linkpolska.com</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Mon, 07 May 2012 06:34:02 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Stowarzyszenie Polskie – łatwe pytania i trudne odpowiedzi</title>
		<link>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/stowarzyszenie-polskie-latwe-pytania-i-trudne-odpowiedzi/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=stowarzyszenie-polskie-latwe-pytania-i-trudne-odpowiedzi</link>
		<comments>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/stowarzyszenie-polskie-latwe-pytania-i-trudne-odpowiedzi/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Mar 2012 12:39:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nasze sprawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://linkpolska.com/?p=2324</guid>
		<description><![CDATA[   Gdy 5 Marca 2012 zadałem   na fejsbuku pytanie:
’Witam. Jako zainteresowany wpisem odnośnie „Planu Rozwoju Stowarzyszenia Polskiego w Irlandii Północnej, lata 2012 – 2015” , lecz tylko zainteresowany a nie aplikujący, chciałbym się dowiedzieć, gdzie można dostać info odnośnie:
- Statusu Stowarzyszenia
- Planu rozwoju wg reguły powyżej
- Rozliczeń rocznych &#8211; wg reguly przejrzystości funkcjonowania organów publicznych
- Skład zarządu na dzień 05/03/2012
Szukałem na stronie Stowarzyszenia, niestety brak powyższych informacji. Z gory dziękuję za przekazanie informacji. Facebook lub link@linkpolska.com’
nie spodziewałem się że temat tak bardzo mnie zaintryguje &#8211; szczególnie dzięki komentarzom innych ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://linkpolska.com/wp-content/uploads/2012/03/5065834411_d12669d487.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-2367" title="5065834411_d12669d487" src="http://linkpolska.com/wp-content/uploads/2012/03/5065834411_d12669d487-300x300.jpg" alt="" width="300" height="300" /></a>   Gdy 5 Marca 2012 zadałem   na fejsbuku pytanie:</p>
<p>’<em>Witam. Jako zainteresowany wpisem odnośnie „Planu Rozwoju Stowarzyszenia Polskiego w Irlandii Północnej, lata 2012 – 2015” , lecz tylko zainteresowany a nie aplikujący, chciałbym się dowiedzieć, gdzie można dostać info odnośnie:<br />
- Statusu Stowarzyszenia<br />
- Planu rozwoju wg reguły powyżej<br />
- Rozliczeń rocznych &#8211; wg reguly przejrzystości funkcjonowania organów publicznych<br />
- Skład zarządu na dzień 05/03/2012</em></p>
<p>Szukałem na stronie Stowarzyszenia, niestety brak powyższych informacji. Z gory dziękuję za przekazanie informacji. Facebook lub link@linkpolska.com’</p>
<p>nie spodziewałem się że temat tak bardzo mnie zaintryguje &#8211; szczególnie dzięki komentarzom innych uczetników dyskusji.</p>
<p><strong>Ale po kolei:</strong></p>
<p>15 lutego ukazuje się na fejsbuku wpis w grupie ’Polacy w Irlandii Północnej’ :</p>
<p><em>W związku z podjęciem decyzji o zaadoptowaniu „Planu Rozwoju Stowarzyszenia Polskiego w Irlandii Północnej, lata 2012 – 2015” poszukujemy osoby zainteresowanej objęciem pozycji w zarządzie Stowarzyszenia Polskiego w Irlandii Północnej. Zależy nam na nawiązaniu współpracy z ludźmi dynamicznymi, kreatywnymi, gotowymi zaangażować się w umacniania pozycji społeczności polskiej w Irlandii Północnej. Członkostwo w zarządzie Stowarzyszenia Polskiego w Irlandii Północnej nie wiąże się z korzyściami finansowymi. Jesteśmy natomiast w stanie zaoferować:</em></p>
<p>• udział w szeregu szkoleń i warsztatów dotyczących zarządzania, prowadzenia finansów, budowania strategii, pracy z medialne<br />
• współpracę z przedstawicielami organizacji rządowych i pozarządowych lokalnie, jak również w Europie<br />
• możliwość rozwoju osobistego oraz zdobycie doświadczenia zawodowego</p>
<p>Wszystkie zainteresowane osoby prosimy o kontakt ze Stowarzyszeniem Polskim w Irlandii Północnej – info@polishassociation.org . Na zgłoszenia od kandydatów czekamy najpóźniej do 5 marca 2012 roku. Więcej informacji już niebawem na naszej stronie internetowej.</p>
<p><strong>Zaglądam na stronę stowarzyszenia</strong> &#8211; niestety nie mogę znaleźć żadnych wiadomości które mogłyby przybliżyć mi choć trochę ten temat. Oczywiście nie poddaję się, przecież jestem jak ideał z ogloszenia ’ dynamiczny, kreatywny, gotowy się zaangażować’. Wprawdzie przyjechałem do Irlandii Północnej żeby osiągnąć korzyści finansowe, ale mam w sobie duszę społecznika-konserwatysty. Wszelkie ruchy mające na uwadze szczytny cel mogą liczyć na część mojej energii i współpracę &#8211; pod warunkiem że zarysowany plan jest wyraźny,czytelny, ogólnodostępny i poza wszelkimi podejrzeniami.</p>
<p>Skoro ogłoszenie było na fejsbuku, zadaję pytanie ( powyżej ) również na fejsbuku.</p>
<p><strong>Chyba poruszam drażliwy temat:</strong> „ <em>tego typu prośby powinny być kierowane trochę inną drogą, niż za pośrednictwem facebooka. Oczywiście służymy wspomnianymi dokumentami, ale jako przedstawiciel gazety polonijej również powinieneś stosowac odrobine inne metody dostępu do informacji</em>„</p>
<p>&#8230;<em>tego typu prośby</em>&#8230;<br />
Uwielbiam nie tylko dobre jedzonko jako pożywkę dla ciała, ale również wszelakiego rodzaju dyskurs, analizę tematu, studiowanie jako pożywkę dla duszy. Boże, co się działo w tej głowie gdy palce stukały po klawiaturze? Chciałbym odpowiedzieć, ale&#8230; wstyd mi, że nie wiem jakimi metodami <strong>mam prosić o dostęp do informacji</strong>.</p>
<p>I jeden z ciekawszych komentarzy &#8211; <strong>trwał tylko 18 minut</strong>, autorka szybko go wycofała, szczęśliwie zachowałem kopię:</p>
<p>„ <em>Tak dla wyjaśnienia PANI nie jest organem publicznym ale stowarzyszeniem &#8211; organizacją społeczną i nie musi upubliczniać wyżej wymienionych dokumentów, szczególnie rozliczeń finansowych. Ma obowiązek udostępniać je do wglądu ale tylko swoim członkom. Jeśli jesteśmy członkiem Stowarzyszenia Polskiego w Irlandii Północnej możemy się domagać, by wyżej wymienione dokumenty zostały nam pokazane, w innych przypadkach możemy tylko prosić. Żadne z lokalnych stowarzyszeń nie ujawnia publicznie swoich finansów, uważając to za informacje poufne</em>.„</p>
<p><strong>Wysyłam mejla</strong>. Po polsku, wiem że rozmówca mówi w tym języku bez akcentu i ma nawet imię i nazwisko bardzo często spotykane w naszym ojczystym kraju.<br />
Otrzymuję odpowiedź po angielsku &#8211; od wyżej wspomnianej osoby! W skrócie : dokumenty ( roczne rozliczenia) są dostępne w naszym biurze, prosimy umówić się na spotkanie, ale nie 7-go marca ani pomiedzy 10-tym i 17-tym marca, mam inne plany.<br />
Ani słowa które choć trochę powiększyłoby moją wiedzę i odpowiedziałoby na pytania.<br />
Pora odpisać, tym razem po angielsku, to chyba oficjalny język w tej organizacji. Ponawiam prośbę, tego samego typu jeśli ktoś spyta, i dodaję kilka nowych: kto finansuje organizację i jakie macie procedury odnośnie dostępności informacji.</p>
<p>Zgodnie z <em>Freedom of Information Act</em> organizacje współfinansowane przez Rząd mają 20 dni na odpowiedź na zapytanie zadane przez kogokolwiek, bez względu na rasę, wyznanie czy obywatelstwo.Nie prosimy, mamy prawo żądać.</p>
<p>Nie pytamy o notatki z zebrań, choć i do tego mamy prawo; nie interesuje nas, na razie, jak wykorzystywane są pomieszczenia oddane Stowarzyszeniu do dyspozycji przez Belfast Borough Council. Prosimy o podstawowe informacje.</p>
<p>Czekamy cierpliwie &#8211; <strong>Polacy w Irlandii Północnej również</strong> &#8211; i wierzymy że Stowarzyszenie które w tytule NAS reprezentuje nie traktuje naszych pytań jako natrętnych i uprzykrzających się zbędnych formalności, lecz jako objaw zdrowego podejścia do uczciwości w organizacjach pożytku publicznego.</p>
<p>Gwarantujemy, że dostarczone informacje zamieścimy natychmiast na naszej stronie internetowej oraz wydrukujemy w najbliższym wydaniu naszego magazynu.</p>
<p>Krzysztof Piórek</p>
<p>Masz pytanie? Potrzebujesz informacji? Masz problem z urzędem lub lokalną organizacją? Napisz do nas : link@linkpolska.com. Jesteśmy dla Was żeby informować, pomagać i bawić.</p>
<p>(milosevicmilos.com)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/stowarzyszenie-polskie-latwe-pytania-i-trudne-odpowiedzi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>109</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zapiski z podróży na wyspy szczęśliwe</title>
		<link>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/zapiski-z-podrozy-na-wyspy-szczesliwe/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=zapiski-z-podrozy-na-wyspy-szczesliwe</link>
		<comments>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/zapiski-z-podrozy-na-wyspy-szczesliwe/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 07 Feb 2012 10:27:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>chris</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nasze sprawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://linkpolska.com/?p=2258</guid>
		<description><![CDATA[Epifania
Jest rok 2001. Odkrywamy z J. Internet. Oglądamy zdjęcia odległych miejsc, do których chcielibyśmy kiedyś pojechać. Irlandia pojawia się na ekranie naszego starego peceta niczym objawienie. Odbierające mowę piękno dzikiego, nieprzyjaznego krajobrazu. Piękna, tajemnicza pani strzeżona przez bagnety klifów. Otoczona zewsząd morzem. Absolutnie niedostępna. Całkowicie poza naszym zasięgiem.
Joyce, uliczki Dublina, które przemierzał Ulisses w drodze do swej Itaki, Beckett, Seamus Heaney, dolmeny, Celtowie, mity i legendy, magia…
– Popatrz, jakie małe zagęszczenie ludności na kilometr kwadratowy! – mówi J.
– Siedzieć na klifie, pisać wiersze i nie widzieć nikogo przez cały boży ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Epifania</strong><br />
Jest rok 2001. Odkrywamy z J. Internet. Oglądamy zdjęcia odległych miejsc, do których chcielibyśmy kiedyś pojechać. Irlandia pojawia się na ekranie naszego starego peceta niczym objawienie. Odbierające mowę piękno dzikiego, nieprzyjaznego krajobrazu. Piękna, tajemnicza pani strzeżona przez bagnety klifów. Otoczona zewsząd morzem. Absolutnie niedostępna. Całkowicie poza naszym zasięgiem.<br />
Joyce, uliczki Dublina, które przemierzał Ulisses w drodze do swej Itaki, Beckett, Seamus Heaney, dolmeny, Celtowie, mity i legendy, magia…<br />
– Popatrz, jakie małe zagęszczenie ludności na kilometr kwadratowy! – mówi J.<br />
– Siedzieć na klifie, pisać wiersze i nie widzieć nikogo przez cały boży dzień. Coś dla nas – mówię. – Iść na wrzosowisko i zapomnieć wszystko…</p>
<p><strong>Wicher zmian</strong><br />
Rok 2004. O roku ów!<br />
Wicher zmian gnał przez Europę, wyrywał słupy graniczne, łamał szlabany, odbierał pracę celnikom i jakby tego mu było mało, pustoszył domy, całe osiedla, miasta i wsie. Porywał ludzi jak suche liście i rzucał ich z miejsca na miejsce. Odnajdowali nagle siebie samych wbitych w siedzenie samolotu którejś z tanich linii lotniczych albo co gorsza błąkających się po kilometrowych korytarzach międzynarodowych lotnisk, albo co jeszcze gorsza – stojących w środku obcego miasta z jedną tylko myślą w głowie: „Co ja tu, k… robię?”.<br />
Zmiany te przechodziły koło nas bokiem. J. zajęty był swoją nową fascynującą pracą w tzw. instytucji kulturalnej, ja zaś pisałam pracę magisterską na temat epifanii we współczesnej polskiej poezji.</p>
<p><strong>Oko cyklonu</strong><br />
W 2006 roku wicher zmian rozszalał się także nad naszym domem, naszą wynajmowaną 30 metrową dziuplą, w której mieszkaliśmy już we troje: Ja, J. i roczny Dawidek. Wpadał przez nieszczelne okna i drzwi, zrzucał obrazy ze ścian, tłukł szklanki i talerze, wywlekał z kątów brudne skarpetki i pampersy, robił bałagan w niezapłaconych na czas rachunkach, gubił strony korekty, nad którą ślęczałam, kiedy Dawidek spał. Nocami zapędzał J. w labirynty ulic, ślepe zaułki. Dął tak niemiłosiernie, aż biedaczysko zmuszony był ratować się ucieczką w ciepłe wnętrza knajp. Nad ranem przywiewał go z powrotem pod drzwi mieszkania, w samo oko cyklonu.<br />
Żyliśmy na rumowisku.<br />
Zamiatając skorupy, mamrotaliśmy pod nosem – „Tosięmusizmienić”.</p>
<p><strong>Profesor czarnej magii</strong><br />
Elegancko ubrany, ciemnowłosy egzotyczny przybysz pojawił się któregoś dnia na krakowskim Kazimierzu zupełnie niewiadomo skąd. Z błyskiem w czarnym oku roztaczał przed nami wizję wysp szczęśliwych, wysp zielonych, nowych par butów, domku z ogródkiem, zagranicznych wakacji. Czarował, mamił, łudził… Podpisaliśmy cyrograf.<br />
I tak w sierpniu 2006 roku J. po wielkiej popijawie pożegnalnej z krakowskimi znajomymi ocknął się sam jak palec w B. pod Belfastem w Irlandii Północnej. Może nie był w samych kalesonach jak Stiopa Lichodiejew w Jałcie, ale niewiele brakowało.<br />
J. malował dom profesora. Potem dom znajomych profesora.<br />
A potem kolejny. I jeszcze jeden. I następny… I następny…<br />
Aż przyszedł grudzień. A w grudniu w B. malowanie się kończy. W grudniu w B. liczą się tylko świąteczne zakupy.</p>
<p><strong>Bilet w obie strony</strong><br />
Wiatr ucichł. Kraków spał jeszcze cicho pod pierzynką śniegu tego niedzielnego poranka, kiedy Ojciec odwoził mnie na lotnisko.<br />
Rozdzieliła nas metalowa bramka. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że od tego punktu w czasoprzestrzeni rozpocznie się dla nas przyspieszone rozszerzanie się wszechświata, że nasze tak bliskie sobie galaktyki zaczną oddalać się od siebie z szaloną prędkością i że nie odnajdziemy się już nigdy.<br />
17 grudnia 2006 roku samolot tanich linii lotniczych Ryanair z Krakowa do Dublina wystartował o czasie, cokolwiek miałoby to znaczyć. O dobrym czasie? O złym czasie?<br />
I kiedy ów suski pekaes przestworzy bujał w obłokach, ja trzymając na kolanach wydzierającego się wniebogłosy Dawida, korzystałam z tego osobliwego stanu zawieszenia między tym, co było i tym, co będzie, pozwalając myślom biec to wstecz, to naprzód, a nawet w obu kierunkach jednocześnie. Czasem, kiedy Dawidek na chwilę się uspokajał, udawało mi się przymknąć oczy. Zdawało mi się wtedy, że po mojej lewej stronie siedzi J. i mocno trzyma mnie za rękę, a po mojej prawej stronie siedzi Ojciec, milczący i nagle postarzały, zza jego pleców wygląda Mama i grozi mi palcem.<br />
Turbulencje kołysały samolotem. Na lewo – jest już za późno, na prawo – nie jest za późno…</p>
<p>W mojej torebce leżał spokojnie bilet w obie strony, przeklęta wolność wyboru.<br />
Chwilę później ocknęłam się w labiryncie dublińskiego lotniska, z rozpadającą się torbą podróżną na jednym ramieniu i półtorarocznym Dawidkiem na drugim. Szłam i szłam korytarzem do hali przylotów, a droga ta zdawała się nie mieć końca.<br />
Obce głosy, obcy język, obce zapachy. Przedsionek nieba, przedsionek piekła, któż to wie…</p>
<p><strong>Emigranci</strong><br />
6 stycznia 2007 roku samolot linii Aerlingus z Dublina do Krakowa odleciał bez dwójki pasażerów na pokładzie. Mój bilet powrotny wylądował w koszu na śmieci stojącym w maleńkim wynajętym pokoiku domu stojącego prawie na samym brzegu Morza Irlandzkiego.<br />
A morze o tej porze roku było wiecznie niespokojne. Wściekle wyrzucało na brzeg szarą spienioną wodę. Lodowaty wiatr smagał nas po twarzach, chłostał po dłoniach, przeszywał na wskroś mrozem, a mróz ten dotarł w końcu i do naszych serc.<br />
Budziliśmy się rano ze ściśniętymi gardłami. Drżąc od chłodu, wychodziliśmy z naszych osobnych, zalęknionych snów w deszczowy ciemny poranek.<br />
Po śniadaniu w strugach deszczu płynęliśmy przez kałuże do pobliskiego biura pracy, a potem do taniego supermarketu, żeby kupić jakieś przecenione puszki na obiad.<br />
Wieczorem, kiedy Dawidek już spał, wymykałam się z domu. Pośród spienionego groźnego morza na małej wysepce stała budka telefoniczna. Z daleka wyglądała jak latarnia morska. Podzwaniając drobnymi w kieszeniach, biegłam po falach, wskakiwałam do budki, zatrzaskiwałam drzwi i w końcu czułam się bezpiecznie. Kiedy podnosiłam słuchawkę, znajdowałam się już w innym świecie, ciepłym i przyjaznym. W Polsce.</p>
<p><strong>Na wyspie</strong><br />
W moim śnie byłam rozbitkiem na wyspie otoczonej morzem. Byłam na wyspie, z której nie było żadnej drogi ucieczki. Wiedziałam, że gdzieś daleko stąd ktoś mnie wzywa, ktoś mnie potrzebuje. Gdzieś daleko stąd działo się coś złego, a ja nie mogłam tam być, nie mogłam pomóc. Byłam w potrzasku.</p>
<p><strong>Czarne czarne dno</strong><br />
Na ostatnim roku polonistyki pewien docent tak nam wykładał: „Państwu się wydaje, że wszyscy na państwa czekają z otwartymi ramionami. Czy państwo zdają sobie sprawę, jak teraz trudno jest o pracę? Państwo są w ogóle nieprzystosowani do życia”.<br />
Nie byliśmy. Książki to był cały nasz świat, z którego wygodnie było nie dostrzegać złożoności zagadnień ekonomicznych.<br />
Po przyjeździe do B., ufna w swoją „znajomość języka angielskiego na poziomie bardzo dobrym” , słałam aplikacje na stanowiska sekretarek, recepcjonistek, pracowników biurowych i doradców klienta. W końcu – myślałam – co to za filozofia zrobić kawę, posegregować pocztę czy umówić spotkanie, jeśli się ma dyplom magistra UJ. Nie wzięłam jednak pod uwagę tego, że nie jestem w Londynie czy Dublinie, ale w B., prowincjonalnym miasteczku na Podlasiu Wielkiej Brytanii.<br />
Telefon milczał. Listonosz omijał nasz dom z daleka. A zaoszczędzonych przez J. funciaków w puszce po szkockiej whisky wciąż ubywało i któregoś dnia zaświeciło w niej czarne czarne dno.<br />
No, dobra, niech będzie kelnerka – powiedziałam sobie i z miejsca znalazłam pracę. Niestety, na kelnerkę to ja się zupełnie nie nadawałam. Plątały mi się nogi, ręce, numery stolików, nazwy dań, bloczki z zamówieniami, plątał mi się język, tłukły się talerze, sztućce ze złowieszczym brzękiem lądowały na podłodze, a kucharz rzucał za mną garnkami. Ludzkie twarze zlewały mi się w jedną przerażającą twarz klienta, który płaci i wymaga, a co najgorsze mówi z akcentem, o którym jakoś zapomnieli wspomnieć moi lektorzy języka angielskiego w Krakowie, i którego mimo moich rozpaczliwych wysiłków za cholerę nie mogłam zrozumieć, podobnie zresztą jak tutejszych zwyczajów żywieniowych, lodów z Colą, kociołków z małżami, tostów z fasolką i kiełbasy popijanej mlekiem.<br />
Z kelnerstwa zrezygnowałam bez żalu. Z jednej knajpy mnie wyrzucili, z drugiej odeszłam sama, bo J. miał obiecaną jakąś pracę, więc musiałam zostać w domu z dzieckiem, którego nie było z kim zostawić na tej obcej ziemi. Praca J. po tygodniu okazała się niewypałem i zostaliśmy na lodzie, cieniutkim i kruchym.<br />
Nie mieliśmy za co żyć. Nie mieliśmy za co wrócić do Polski. Dawid wyrósł z ubranek, które przywiozłam ze sobą w mojej pożyczonej, rozpadającej się torbie. Od ciągłego wożenia zakupów w bagażniku zepsuła nam się Dawidkowa spacerówka i nie mieliśmy pieniędzy na nową.<br />
Dzieliliśmy dom z inną polską rodziną. Dwie zupy na jednej kuchence, jeden telewizor, trójka nieustannie walczących ze sobą dzieci, kolejka do łazienki… Znienawidziliśmy się strasznie przez tych kilka miesięcy wspólnego mieszkania i musiało minąć sporo czasu, zanim mogliśmy znów na siebie patrzeć.<br />
Jak Scarlett O’Hara wstałam któregoś dnia i powiedziałam sobie: „Moja rodzina nie będzie więcej głodna”. Zakasałam rękawy, kupiłam kilka par gumowych rękawic i tak uzbrojona ruszyłam na podbój B.</p>
<p><strong>Home sweet home</strong><br />
Pewna pani, której J. pięknie wymalował dom, zapytała, czy nie chciałabym przychodzić do niej raz czy dwa razy w tygodniu pomóc w pracach domowych. I tak rozpoczęła się moja kariera sprzątaczki. Dodajmy, wziętej sprzątaczki.<br />
Poznałam różne domy. Domy nauczycieli, urzędników, artystów, lekarzy, biznesmenów. Poznałam życie tutejszej klasy średniej od kuchni. Znam ich gust i wymagania, znam ulubione marki ubrań i perfum, wiem, co mają w lodówce, wiem, co można znaleźć pod ich łóżkami i w łazienkach. Wiem, ale nie powiem. Jestem dyskretna.<br />
Zawsze chodzę do pracy starannie umalowana, porządnie ubrana, ze świeżo zrobionym manicure i nienaganną fryzurą. Z eleganckiej torebki wyjmuję czyste rękawice i ściereczki do polerowania. Jestem dokładna, szybka i zorganizowana. Jestem profesjonalistką.<br />
Po kilku latach pracy w zawodzie mogłam pozwolić sobie na luksus powiedzenia „bye bye” niektórym klientkom. I tak pożegnałam się z panią Ann i jej nieprzebranym bogactwem porcelanowych figurek, wazonów, zbiorów suszonych kwiatów, muszli i kamieni. Tak rozstałam się z pewną właścicielką wyjątkowo nieporządnego psa. No i tak zostawiłam samą z jej bałaganem moją najzamożniejszą, lecz zdecydowanie najmniej szczodrą klientkę, panią Barbarę. Pani Barbara płaciła mi mniej niż wynosi krajowa stawka minimalna, zawsze drobnymi, których szukała przez dobrych kilka minut po kieszeniach swoich licznych płaszczy i torebek, podczas gdy ja stałam w przedpokoju już ubrana po pracy. Pracowałam u niej dwa razy w tygodniu po dwie i pół godziny. Na rozgrzewkę prasowanie – jakieś 20 koszul i trochę innych rzeczy. Potem maraton: podłogi, kurze w dwóch ogromnych salonach, hall, schody na górę, no i sześć łazienek, bo tyle właśnie ich było w jej pięknym wiktoriańskim domu. A gdyby przypadkiem mi się nudziło, zawsze mogłam jeszcze zrobić to czy tamto.<br />
Moimi najlepszymi klientkami są emerytowane nauczycielki. Płacą mi bardzo dobrze, często nawet za urlop, kupują prezenty na święta i bez okazji, odwożą do domu. Zawsze, kiedy przychodzę, robią mi herbatę, a potem opowiadają kawałek po kawałku swoje życie.<br />
Z ich opowieści powstaje powoli w mojej głowie obraz tego miejsca, miejsca, w którym przyszło nam żyć. Północnoirlandzka teraźniejszość zaczyna być dla mnie logicznym dalszym ciągiem przeszłości. Znam już tradycyjne wzory na porcelanie i makatkach, nazwy kwiatów i ptaków, wiem, że kamienne płoty na pastwiskach buduje się bez użycia cementu czy innego spoiwa, wiem, jak wyglądał dawny budynek dworca kolejowego, który spłonął dawno temu. Wiem, co działo się tu w czasie II wojny światowej. Poznałam historię „troubles” widzianą oczami protestantów i katolików. Wiem, że B. „troubles” właściwie nie dotknęły. Wybuchły tu tylko dwie bomby i było tylko kilku zabitych.<br />
Ci, którym dane jest żyć w miejscu, w którym się urodzili, mają swoje mity, legendy, swoją historię. Bez zastanowienia odczytują znaki zaszyfrowane w otaczającej ich rzeczywistości. Mówi się o nich, że mają korzenie. Ja mam tylko te babcine opowieści.</p>
<p><strong>Stabilizacja</strong><br />
W czerwcu, pół roku po naszym przybyciu do B., sprawy nareszcie zaczęły układać się dla nas pomyślnie.<br />
J. zarabiał spore pieniądze, malując domy, płoty i kto go tam wie jeszcze co, a oprócz tego zaczął pracować dwa razy w tygodniu w Tesco na nocne zmiany. Od 22 do 7.15 rano słucha sobie Masady albo audiobooków w stylu Dzieci Wszechświata lub Braci Karamazow, układając na półkach wody mineralne czy upychając mrożonki w lodówkach. Trudno wymarzyć sobie lepszą pracę: chłopak ćwiczy mięśnie i umysł jednocześnie i jeszcze mu za to płacą.<br />
Wynajęliśmy mały domek, nic nadzwyczajnego, ale po pół roku życia pod jednym dachem z obcymi ludźmi nie mogliśmy nacieszyć się prywatnością, chodzeniem w pidżamie albo i bez pidżamy po całym domu, zostawianiem bałaganu w salonie i kłóceniem się bez świadków.</p>
<p><strong>Polska</strong><br />
Biały dom na łące pełnej kwiatów. Dzieci zrywają dmuchawce, biały puch ulatuje do góry. Nasze bose stopy dotykają rozgrzanej ziemi. Biegniemy do domu, gdzie na stole czeka pachnący bochen chleba, świeżo zerwane z ogrodu ogórki i dzban zsiadłego mleka.<br />
Ten dom wraca do mnie w snach. Ten dom, którego nigdy nie było.<br />
Chcieliśmy wracać. Byliśmy chorzy z tęsknoty za Polską, z której kilka miesięcy temu uciekliśmy. „Ty jesteś jak zdrowie… Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił.” Mieliśmy plan. Zarobić tyle a tyle. Żeby starczyło na małą firmę i na studia podyplomowe dla mnie. Żebyśmy mogli zacząć w Polsce od nowa. Pracowaliśmy i odkładaliśmy pieniądze. Cel był coraz bliżej. Jednak z każdą kolejną wizytą w kraju, pojawiało się coraz więcej „ale”. Ale tam brudno! Ale tam drogo! Ale ludzie nieuprzejmi! Ale jak my tam właściwie będziemy żyli? Bez zasiłków na dzieci, bez darmowych recept, bez pełnej pyszności lodówki, bez nowych butów, bez wakacji nad ciepłym morzem, bez wygodnego, przestronnego mieszkania, bez zmywarki…<br />
Nasz znajomy profesor czarnej magii, uśmiechał się pod nosem, grając w golfa.</p>
<p><strong>Irlandia Północna</strong><br />
Kiedy wyjeżdżaliśmy do Irlandii Północnej, po głowach tłukł nam się refren starego przeboju zespołu Kobranocka „Kochając cię jak Irlandię”. Gdzieś w zakamarkach pamięci odgrzebywaliśmy obrazy widziane dawno temu w wiadomościach. Belfast. IRA. Zasieki. Terroryści. Bomby. Ale to była przeszłość, o której nie chcieliśmy zbyt wiele myśleć.<br />
Belfast okazał się brzydkim, nudnym miastem, gdzie nie ma dokąd pójść. To, co odróżnia go od innych miast Europy, to posterunki policji otoczone zasiekami z drutu kolczastego, posterunki – fortece nie do zdobycia. Opancerzone wozy policji. Gdzieniegdzie murale wzywające do walki z tymi lub tamtymi.<br />
Szybko zorientowaliśmy się, że spokój jest tylko pozorny. Poranne wiadomości w Ulster TV przynosiły niemal codziennie wieści o znalezionych ładunkach wybuchowych, eksplozjach, strzelaninach, wybitych szybach, groźbach i oskarżeniach.<br />
Nasze miasteczko było jednak oazą spokoju.<br />
Aż przyszło to pamiętne lato. Wojskowy śmigłowiec krążył nad miastem dzień i noc. Na przedmieściach przez trzy doby trwały zamieszki. Działacze UDA, organizacji lojalistycznej kontra policja. Czwartego dnia szum śmigłowca umilkł, ale za to obudziło nas walenie do drzwi. Kiedy otworzyłam, zobaczyłam sześciu panów z brygady terrorystycznej uzbrojonych po zęby. Zapytali, gdzie mąż, a gdy powiedziałam, że jeszcze na górze, grzecznie odsunęli mnie na bok i wbiegli po schodach. J. przytomnie zdążył założyć slipki. Po głowie tłukło mi się jedno pytanie: „Kurwa, jeśli to nie żart, to co?”. Po paru minutach panowie wraz z moim ubranym już mężem zeszli na dół i trochę mnie uspokoili. Szukają nie nas, ale kogoś, kto jeszcze niedawno tu mieszkał (wprowadziliśmy się zaledwie dwa tygodnie temu). Ale &#8211; dodali – w związku z tym, że mają nakaz rewizji, muszą ją przeprowadzić. Na nic zdały się protesty. Panowie przebrali się w białe kosmiczne kombinezony, maski i lateksowe rękawice i zaczęło się opukiwanie ścian, wysypywanie pensików ze skarbonki, opróżnianie szaf i koszy na śmieci. My mieliśmy grzecznie siedzieć na dole i czekać, aż skończą. Dawidek od tamtej pory zaczął panicznie bać się lekarzy i pielęgniarek, ludzi w białych fartuchach.</p>
<p><strong>Trybik w machinie korporacji</strong><br />
Niecały rok po naszym przybyciu do B. dostałam pracę na pół etatu w domu towarowym Tk Maxx, sprzedającym markowe ubrania, buty i mnóstwo innych rzeczy po bardzo przystępnych cenach. W B. to stałe miejsce pielgrzymek Polaków. Do Tkmaxxu chodzi się jak na polowanie, nigdy nie wiesz, jakiego zwierza ustrzelisz.<br />
Jestem jedynym zatrudnionym tam obcokrajowcem. Noszę firmową koszulkę z identyfikatorem. Spodnie musiałam skrócić tak, by ich długość odpowiadała wymaganiom korporacji.<br />
Przez pierwsze dwa lata mojej pracy w TkMaxxie panował tam totalny chaos. Nic nie leżało na swoim miejscu, towar walał się po podłodze, a pracownicy chowali się za półkami, by uniknąć jakiegokolwiek wysiłku.<br />
Niewiele wiedząc o systemie pracy w korporacji, ale będąc zaciekłym wrogiem entropii, podejmowałam heroiczne i z góry skazane na klęskę próby walki. Współpracownicy szybko znienawidzili mnie za zawyżanie norm, a menadżerowie ganili za zbytnią samodzielność. Musiałam się nauczyć, że szeregowy pracownik korporacji nie jest od myślenia. Każda minuta jego pracy jest zaplanowana przez menadżera, on ma tylko wykonywać polecenia. Teraz, kiedy wychodzę do pracy, głowę zostawiam w domu albo pozwalam jej spokojnie fruwać w przestworzach, kiedy moje ręce układają towar czy podnoszą wieszaki z podłogi. Nie wychylam się za burtę ani nigdzie indziej. I jest git majonez. Koledzy mnie lubią i szefostwo też.<br />
Po dwóch latach przyszedł kryzys gospodarczy, wzrosło bezrobocie. Już nikt nie chował się za półkami. Aby zwiększyć wydajność pracy, nasi menadżerowie wymyślili instrukcje do wszystkiego. Przez kilka tygodni musiałam nosić w kieszeni plan pracy. Zanim się go nie nauczę na pamięć, powiedzieli. Mój plan pracy wygląda tak:<br />
1. Zabrać rzeczy z przymierzalni i odwiesić na miejsce.<br />
2. Podnieść rzeczy z podłogi i odwiesić lub odłożyć na miejsce.<br />
3. Poprawić ekspozycje towaru.<br />
4. Zabrać rzeczy z miejsc, gdzie najczęściej zostawiają je klienci.<br />
5. Uporządkować wszystko.<br />
I tak dzień po dniu, punkt po punkcie…</p>
<p><strong>Bazyli</strong><br />
Kwiecień 2008 roku. Idąc wybrzeżem, podniosłam muszelkę, ścisnęłam mocno w dłoni, żeby nie zgubić, nie upuścić, ścisnęłam mocno, na szczęście… Wiatr od morza przynosił jakieś cieplejsze nuty, egzotyczne zapachy południa… Wymiatał to, co stare i zbutwiałe, przygotowywał miejsce dla tego, co miało dopiero nadejść. W grudniu miał urodzić się Bazyli.</p>
<p><strong>Zajęty dom</strong><br />
Styczeń 2009. Wkrótce po narodzinach Bazylka okazało się, że w naszym małym wynajętym domku nie da się już mieszkać. Dom był zajęty. Grzyb oplatał nas swoimi mackami. Zasnuwał czarną siecią ściany, okna i drzwi. Próbował zakraść się do dziecięcych łóżeczek. Obrastał nasze ubrania i szczoteczki do zębów. Znajdowaliśmy go w chlebie i w cukierniczce.<br />
Nocami sny grzybni dotykały wilgotnymi mackami naszych snów. Śniliśmy przedziwne, narkotyczne sny. Budziliśmy się z krzykiem.<br />
Którejś nocy śnił mi się wiatr. Śniła się wichura. Biegłam z Ojcem, próbując znaleźć jakieś schronienie, ale wszystko wokół nas rozpadało się z łomotem na drobne kawałki. Wiatr zapierał nam dech. Liczyłam na Ojca, że coś wymyśli jak zwykle, że weźmie mnie na plecy jak małą dziewczynkę i zabierze w bezpieczne miejsce, ale Ojciec nagle zaczął maleć i maleć, aż w końcu wiatr porwał go i uniósł niczym jesienny liść.<br />
Ostatecznie grzyb nas pokonał. Musieliśmy się wyprowadzić. Nasz znajomy profesor czarnej magii usłużnie podsunął nam jeden ze swych przestronnych, suchych, wygodnych i dość kosztownych domów do wynajęcia. Kiedy podpisywaliśmy umowę, znów się uśmiechał.</p>
<p><strong>Ojciec odchodzi</strong><br />
W kwietniu 2010 roku mój Ojciec umierał na raka. Kupiłam bilet na samolot, żeby po raz ostatni się z nim zobaczyć. Powiedzieć to, czego nie zdążyłam powiedzieć wcześniej, po prostu, że bardzo go kocham.<br />
Po moim wyjeździe z Polski oddaliliśmy się od siebie. Ojciec spotkał inną kobietę i odszedł od Mamy. Wyjechał z Krakowa. Przez cały okres jego choroby staraliśmy się poukładać na nowo nasze relacje i nawet do pewnego stopnia nam się udało, ale po prostu nie było już jak dawniej.<br />
Pakowałam walizkę, a wiatr cichutko, kawałek po kawałku, przesuwał ku mnie chmurę wulkanicznego pyłu z nad Islandii. Ciemno, ciemno, coraz ciemniej… Wszystko coraz bardziej niewyraźne, szare, rozmazane, mgliste. Wszystkie loty odwołane, lotniska zamknięte. Promy przepełnione, zdobycie biletu graniczyło z cudem.<br />
Byłam na wyspie, odcięta, uwięziona.<br />
Ojciec nie mógł już mówić, kiedy do niego zadzwoniłam, żeby powiedzieć, że na pewno przyjadę, że musimy się zobaczyć. Podobno był wtedy jeszcze świadomy, podobno zrozumiał. Parę godzin później zaczął oddalać się ku mgle. I w tej mgle szukam go do dzisiaj.<br />
Ostatecznie do Polski dotarłam pięć dni później, pociągiem do Belfastu, autobusem, promem do Szkocji, nocnym autobusem do Londynu i po całodniowym oczekiwaniu na polski autokar, do Krakowa.<br />
Dwa dni później odbył się pogrzeb. Wrzuciłam do grobu Ojca garść muszelek z nad Morza Irlandzkiego, którego nie zdążył zobaczyć. Z mojej przybranej, wybranej ojczyzny, z mojego miejsca zesłania, wygnania, sama już nie wiem…</p>
<p><strong>Moja wierna mowo</strong><br />
Minęły prawie cztery lata, zanim zrozumiałam, że mam tutaj, w B. coś do zrobienia. Poczułam odwieczny zew polonistek i podjęłam misję Stachy Bozowskiej. Nie na darmo na drugie imię mam Stanisława.<br />
Dzieciaki na emigracji łatwo zapominają polszczyznę, ich pierwszym językiem staje się angielski. Często nie znają polskiego alfabetu, nie potrafią po polsku czytać i pisać, niewiele wiedzą o naszej kulturze i historii. W polskim klubie, gdzie pracuję jako wolontariuszka, uczę je piosenek z Akademii Pana Kleksa, wierszyków Tuwima, polskich legend i wielu innych rzeczy, których nie dowiedzą się w północnoirlandzkiej szkole. Ta godzina w tygodniu to jednak bardzo mało. Marzy mi się otwarcie w B. szkoły sobotniej z prawdziwego zdarzenia.<br />
Zaczęłam też kurs dla tłumaczy środowiskowych. Zawsze marzyłam o pracy tłumacza i chociaż ciągle noszę w torebce parę gumowych rękawic do sprzątania i identyfikator szeregowego pracownika Tkmaxxu, mam nadzieję, że to marzenie zacznie się w końcu spełniać.<br />
Zrozumiałam w końcu, że tak naprawdę język jest moją ojczyzną. Nie Polska. Nie Irlandia Północna. Nie jakaś idealna wymarzona kraina. Nieważne, gdzie jestem. Jeśli mam mój język, jestem w domu.</p>
<p><strong>Marzec 2011</strong><br />
Niedziela, trochę słońca, trochę deszczu, jak to w Irlandii. Siedzę na zimnym prastarym kamieniu i patrzę na zmagania dzieci, które próbują puścić latawiec.<br />
Nić plącze się, gubi, latawiec to unosi się, to opada. J. trochę klnie, trochę próbuje im pomóc, nie wiadomo, co bardziej. Dawidek krzyczy „Come on, faster, faster!”. Już drugi rok chodzi do szkoły. Uwielbia panią, dzieciaki i świetnie sobie radzi. Jak można lubić szkołę? Przecież to niemożliwe? Co oni tu wyprawiają z tymi dziećmi?! Mały Bazylek powtarza za nim „Faśter, faśter”, a do przechodzących nieopodal znajomych woła: „Witaj, how are you?”.<br />
Morze dziś spokojne. W jego bezustannym, miarowym szumie można usłyszeć wibracje innego, dalekiego świata. Kołysanych w objęciach oceanów, w rytmie przypływów i odpływów, innych wysp, kontynentów. Czasem, kiedy tak się patrzy na bezkresną wodę, przestrzeń otwiera się we wszystkich kierunkach. Świat staje się bliski na wyciągnięcie ręki. Wszystko staje się możliwe.<br />
Latawiec wznosi się do góry i płynie po niebie.<br />
Stoimy na kamienistej plaży, zadzierając wysoko głowy. Cztery ziarnka piasku rzucone tutaj przez odwieczny wiatr. Stoimy, trzymając się za ręce. Tutaj. W samym środku wszechświata.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Monika Ciok &#8211; Giertuga</p>
<p>Polska Szkoła Sobotnia Bangor</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/zapiski-z-podrozy-na-wyspy-szczesliwe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wychowywanie dwujęzycznego dziecka.</title>
		<link>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/wychowywanie-dwujezycznego-dziecka/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=wychowywanie-dwujezycznego-dziecka</link>
		<comments>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/wychowywanie-dwujezycznego-dziecka/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 12:43:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>chris</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nasze sprawy]]></category>
		<category><![CDATA[dziecko]]></category>
		<category><![CDATA[nauka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[rodzice]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://linkpolska.com/?p=2255</guid>
		<description><![CDATA[Tulę mojego prawie czteroletniego syna na dobranoc i mówię mu: „Kocham cię.” „Kocham cię too, mama” odpowiada. Kiedy rano, w drodze do przedszkola, pokonujemy prawdziwy slalom gigant między psimi odchodami, Daniel mówi: „Lots and lots of kupas!” Ponieważ nasz dom jest domem głównie angielskojęzycznym, głównym językiem mojego dziecka jest język angielski. W angielską składnię wkłada polskie słowa i tak polskie słowa otrzymują angielskie końcówki (np. nogis lub plujing).
W domach, gdzie oboje rodzice posługują się językiem polskim, zachodzi odwrotny proces: polska składnia przeplatana jest angielskimi słowami. Która z mam nie słyszała ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tulę mojego prawie czteroletniego syna na dobranoc i mówię mu: „Kocham cię.” „Kocham cię too, mama” odpowiada. Kiedy rano, w drodze do przedszkola, pokonujemy prawdziwy slalom gigant między psimi odchodami, Daniel mówi: „Lots and lots of kupas!” Ponieważ nasz dom jest domem głównie angielskojęzycznym, głównym językiem mojego dziecka jest język angielski. W angielską składnię wkłada polskie słowa i tak polskie słowa otrzymują angielskie końcówki (np. nogis lub plujing).<br />
W domach, gdzie oboje rodzice posługują się językiem polskim, zachodzi odwrotny proces: polska składnia przeplatana jest angielskimi słowami. Która z mam nie słyszała od dziecka zdań podobnych do tych: „Mamo, na jutro potrzebuję PE kit!” albo „Daj mi pieniądze na break!” Zatroskany rodzic zaczyna myśleć, że może za bardzo dziecku miesza, i że to dlatego, że sam nie zna angielskiego, dziecko nie będzie się umiało porozumiewać z rówieśnikami, nie zrozumie nauczyciela, czy będzie do tyłu z nauką. Niektórzy z tych, którzy znają język, zaczynają do dzieci mówić wyłącznie po angielsku.<br />
Pomoc w nauce angielskiego, sama w sobie, jest rzeczą pozytywną, i, jeśli istnieje taka możliwość, moim zdaniem, warto douczać. Wkrótce jednak dziecko zacznie nas poprawiać. Nie zawsze słusznie, bo człowiek uczony angielskiego w szkole jest uczony poprawnej gramatyki i standardowej wymowy, a kultura języka przeciętnego mieszkańca Irlandii Północnej nie jest wysoka. Dzieci przyniosą lokalizmy i błędy językowe popełniane nie tylko przez ich rówieśników, ale wielu dorosłych, z którymi się będą stykały.<br />
Nie ma wątpliwości, że dziecko złapie angielski uczęszczając do angielskojęzycznej szkoły. Prędkość, z którą zaczną się posługiwać językiem będzie zależała od charakteru dziecka bardziej niż od zdolności. Dziecko nieśmiałe lub mały perfekcjonista może przejść przez tak zwany „cichy okres”. Niektóre dzieci, tak samo jak i osoby dorosłe, potrzebują czasu, żeby zacząć mówić w obcym języku, ale kiedy już zaczną mówić, mówią poprawnie. Ten czas, w którym wydawałoby się, że nic się nie dzieje, poświęcony jest na przyswajanie języka. Fakt, że dziecko nie mówi po angielsku nie znaczy, że nie rozumie.<br />
Bardziej odważne dzieci (tak jak i dorośli) będą mówiły nie zważając na błędy. Potrzeba porozumiewania się z rówieśnikami zwycięży nad brakiem słownictwa, a rówieśnikom też wszystko jedno jak kto mówi, byle się dobrze bawić. Tu czynnikiem może być wiek, bo im młodsze dziecko tym niższy poziom zachamowań. Z wiekiem przychodzi wstyd i kompleksy niższości. Z wiekiem też bardziej jest przyjmowana krytyka z zewnątrz. (Mówię tu tylko o dzieciach przed wiekiem dojrzewania. Młodzież i dorośli zupełnie inaczej uczą się języka drugiego, w sposób bardziej analityczny, bazowany na wiedzy już posiadanej. Według badań naukowych język obcy nauczona po okresie dojrzewania jest przechowywany w innej części mózgu.)<br />
Poza wiekiem wpływ też może mieć płeć. Z moich obserwacji wydaje mi się, że generalnie chłopcy/mężczyźni mają mniej zachamować niż dziewczynki/kobiety. To jest uogólnienie i oczywiście istnieje całe mnóstwo wyjątków. Jakikolwiek jednak czas potrzebny na opanowanie języka drugiego, tu angielskiego, dzieci nie mają z tym większych problemów. Po paru latach w szkole podstawowej i mało kto wie, że angielski był drugim językiem dziecka.<br />
Dla dziecka żyjącego na obczyźnie, językiem zagrożonym będzie zawsze język ojczysty czyli język mniejszości. Pomimo naszych starań może ono znać polski tylko biernie, to znaczy rozumieć, ale nie mówić. Być może będzie mówiło po polsku tylko bardzo kalecząc ten język. Napewno będzie wtrącało angielskie słówka. Tego nie da się uniknąć, nie tylko dzieciom.<br />
Ktokolwiek zanurzy się zupełnie w innej kulturze i języku zauważy, że brakuje mu słów, kiedy wróci do swojej kultury i języka. Czasami zdarza się tak, że samo zanurzenie w kulturze pozbawia nas słownictwa ojczystego. Polacy mieszkający w Stanach, i to tacy, którzy nie posługują się angielskim w ogóle, mają karpety na podłodze, rano biorą szałer, potem karą jadą do pracy (a może do dżoba), płacą inszurę, a raz w roku świętują (to moja ulubiona perełka) swoje „burty”. Bardzo łatwo, żyjąc na obczyźnie, jest zapomnieć, że w polskim istnieją słowa: dywan, prysznic, samochód, praca, ubezpieczenie czy urodziny. W Belfaście też nikt nie spotyka się pod ratuszem, ale pod syti holem, otrzymuje się nie zasiłki, ale benefity itd. itp.<br />
Kultywowanie i uczenie dzieci języka rodzimego nie jest łatwe, ale ja się nie poddaję. Zrobiłam parę błędów, ale je poprawiam. Znajoma, która doskonale zna angielski, udawała przed córką, że jej nie rozumie,kiedy ta mówiła po angielsku. Dziecko musiało mówić po rosyjsku, żeby cokolwiek osiągnąć. Teraz rosyjski jest jej silniejszym językiem. Córka innej znajomej, w wieku pięciu lat, bez problemu tłumaczyła z francuskiego na angielski i vice versa. Widocznie potrzeba trochę więcej wysiłku i cierpliwości, ale jest to możliwe.<br />
A po co to wszystko? Poza oczywistą korzyścią, jaką jest możliwość pogadania z Babcią i polskimi kuzynami, jest jeszcze wiele innych zalet. Nawet jeśli dziecko nie ma krewnych w Polsce, nawet jeśli nie chce się tam nigdy wrócić, ani nawet odwiedzać, nawet jeśli polski wydaje się mało użyteczny, znajomość dodatkowego języka (i kultury) jest zawsze plusem. Według znawców, uczenie się dwóch języków od małego ma pozytywny wpływ na rozwój intelektu. Człowiek myśli bardziej elastycznie, lepiej słucha, analizuje. Dwujęzyczność rozwija też wrażliwość na język. Dzieci dwujęzyczne wiedzą, że każdą rzecz można nazwać na kilka sposobów. Są też twórcze językowo. Poza tym wszystkim dwujęzyczność oczywiście rozwija też pamięć.<br />
Jako że z językiem wiąże się zawsze kultura, dwujęzyczne dzieci są bardziej otwarte na inne kultury, nie tylko na dwie kultury, w których dorastały. Szybko się także asymilują w nowych miejscach i odnajdują w nowych sytuacjach. Dodajmy do tego jeszcze to, że znajomość dodatkowego języka, nawet bardzo mało popularnego, to plus w szkole średniej (na życzenie dziecka i rodziców można zdawać GSCE, czyli egzamin zdawanyw szkole średniej w wieku 16 lat) także z języka polskiego. A jak się już zna dwie kultury i dwa języki w tak młodym wieku, to drzwi do reszty świata stoją otworem.</p>
<p>Izabela Ward</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/wychowywanie-dwujezycznego-dziecka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Oświadczenie firmy Link Polska Express</title>
		<link>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/oswiadczenie-firmy-link-polska-express/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=oswiadczenie-firmy-link-polska-express</link>
		<comments>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/oswiadczenie-firmy-link-polska-express/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 11 Dec 2011 14:57:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured]]></category>
		<category><![CDATA[Headline]]></category>
		<category><![CDATA[Nasze sprawy]]></category>
		<category><![CDATA[news]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://linkpolska.com/?p=2246</guid>
		<description><![CDATA[

OŚWIADCZENIE FIRMY LINK POLSKA EXPRESS LIMITED
Informujemy, że firma Link Polska Express Limited – wydawca magazynu LINK POLSKA EXPRESS oraz właściciel portalu LinkPolska.com – nie jest w żaden sposób powiązana z obecnie wydanym w nakładzie 1500 sztuk  ‘biuletynem’ Link Billboard.
 W ww. publikacji wykorzystano logo firmy Link Polska mające imitować popularny na rynku magazyn.
Firma Link Polska Express nie zezwala na wykorzystywanie swojego wizerunku oraz marki  w celach osiągnięcia korzyści majątkowych osobom trzecim.
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><strong><a href="http://linkpolska.com/wp-content/uploads/2011/03/lp-mediagroup1.jpg"><img class="size-full wp-image-1693  aligncenter" title="lp-mediagroup" src="http://linkpolska.com/wp-content/uploads/2011/03/lp-mediagroup1.jpg" alt="Link Polska Media Group" width="543" height="280" /></a></strong></p>
<p style="text-align: center;"><img title="logo-express" src="http://linkpolska.com/wp-content/uploads/2011/03/logo-express-e1300194433864.jpg" alt="Link Polska Express" width="250" height="45" /><img title="logo-market" src="http://linkpolska.com/wp-content/uploads/2011/03/logo-market-300x55.jpg" alt="Link Polska Market" width="250" height="45" /></p>
<blockquote><p><strong>OŚWIADCZENIE FIRMY LINK POLSKA EXPRESS LIMITED</strong></p>
<p>Informujemy, że firma Link Polska Express Limited – wydawca magazynu LINK POLSKA EXPRESS oraz właściciel portalu LinkPolska.com – nie jest w żaden sposób powiązana z obecnie wydanym w nakładzie 1500 sztuk  ‘biuletynem’ Link Billboard.<br />
 W ww. publikacji wykorzystano logo firmy Link Polska mające imitować popularny na rynku magazyn.<br />
Firma Link Polska Express nie zezwala na wykorzystywanie swojego wizerunku oraz marki  w celach osiągnięcia korzyści majątkowych osobom trzecim.</p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/oswiadczenie-firmy-link-polska-express/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>PANI podpowie, jak zostać zarejestrowaną opiekunką do dzieci</title>
		<link>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/pani-podpowie-jak-zostac-zarejestrowana-opiekunka-do-dzieci/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=pani-podpowie-jak-zostac-zarejestrowana-opiekunka-do-dzieci</link>
		<comments>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/pani-podpowie-jak-zostac-zarejestrowana-opiekunka-do-dzieci/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 03 Oct 2011 12:00:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>chris</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nasze sprawy]]></category>
		<category><![CDATA[news]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://linkpolska.com/?p=2211</guid>
		<description><![CDATA[Stowarzyszenie Polskie w Irlandii Północnej we współpracy z NICMA – the Childminding Association organizuje spotkanie informacyjne skierowane do Polaków dotyczące możliwości zdobycia kwalifikacji zarejestrowanej opiekunki do dzieci.
Jeśli potrafisz zapewnić bezpieczne, stymulujące środowisko w swoim domu, opiekowanie się dziećmi może być dla Ciebie okazją by zarabiać na życie opiekując się dziećmi innych osób we własnym domu, zostać samo zatrudniającym się usługodawcą w zakresie opieki nad dziećmi, towarzyszyć w opiece i rozwoju dzieciom od urodzenia, do 12 roku życia, być uprawnionym do ulg podatkowych za opiekę nad dziećmi.
Te i inne tematy zostaną ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Stowarzyszenie Polskie w Irlandii Północnej we współpracy z NICMA – the Childminding Association organizuje spotkanie informacyjne skierowane do Polaków dotyczące możliwości zdobycia kwalifikacji zarejestrowanej opiekunki do dzieci.</p>
<p>Jeśli potrafisz zapewnić bezpieczne, stymulujące środowisko w swoim domu, opiekowanie się dziećmi może być dla Ciebie okazją by zarabiać na życie opiekując się dziećmi innych osób we własnym domu, zostać samo zatrudniającym się usługodawcą w zakresie opieki nad dziećmi, towarzyszyć w opiece i rozwoju dzieciom od urodzenia, do 12 roku życia, być uprawnionym do ulg podatkowych za opiekę nad dziećmi.</p>
<p>Te i inne tematy zostaną wyjaśnione w trakcie spotkania. Językiem spotkania, jest język angielski. obecność polskiego tłumacza zapewniona. Udział w spotkaniu &#8211; bezpłatny. Spotkanie odbędzie się 8 października 2011 roku o godzinie 11.00 w biurze Stowarzyszenia, 7 North Street, Belfast, BT1 1NH. Więcej informacji: info@polishassociation.org lub 07930476649</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/pani-podpowie-jak-zostac-zarejestrowana-opiekunka-do-dzieci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy warto przejmować się ekologią?</title>
		<link>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/2206/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=2206</link>
		<comments>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/2206/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 03 Oct 2011 11:54:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>chris</dc:creator>
				<category><![CDATA[Headline]]></category>
		<category><![CDATA[Nasze sprawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://linkpolska.com/?p=2206</guid>
		<description><![CDATA[Świat z odzysku
Ludzkość ma problemy z okiełznaniem natury, szczególnie gdy mówimy nie o niszczeniu jej a o koegzystencji. Ekologia jest ostatnio „na topie”, szczególnie za sprawą  Barracka Obamy i projektu jego rządu zakładającego że każdy stan w ciągu najbliższych lat ma czerpać minimalnie 20% swojej energii z odnawialnych źródeł, jak energia słoneczna, wiatr czy woda. Jednak, czy jesteśmy świadomi jak należy działać?

Polska która trzyma się w ścisłej czołówce świata pod względem używania materiałów z recyklingu, robi to poniekąd mimowolnie. Dlaczego? Otóż standard życia przeciętnego obywatela R.P znacznie rożni się od ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2>Świat z odzysku</h2>
<h3>Ludzkość ma problemy z okiełznaniem natury, szczególnie gdy mówimy nie o niszczeniu jej a o koegzystencji. Ekologia jest ostatnio „na topie”, szczególnie za sprawą  Barracka Obamy i projektu jego rządu zakładającego że każdy stan w ciągu najbliższych lat ma czerpać minimalnie 20% swojej energii z odnawialnych źródeł, jak energia słoneczna, wiatr czy woda. Jednak, czy jesteśmy świadomi jak należy działać?</h3>
<p><a href="http://linkpolska.com/wp-content/uploads/2011/10/ekologia.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-2207" title="ekologia" src="http://linkpolska.com/wp-content/uploads/2011/10/ekologia.jpg" alt="" width="280" height="280" /></a><br />
Polska która trzyma się w ścisłej czołówce świata pod względem używania materiałów z recyklingu, robi to poniekąd mimowolnie. Dlaczego? Otóż standard życia przeciętnego obywatela R.P znacznie rożni się od standardu życia Brytyjczyków. Producenci wyrobów papierniczych stawiają na niższą jakość papieru z odzysku (włókna tego papieru są o wiele krótsze niż te z „pierwszego tłoczenia”, przez co papier jest twardszy i bardziej szorstki) ale zarazem redukują koszta jego wyrobu. W Polsce produkcja papieru z makulatury oznacza zmniejszenie zużycia energii o 75%, redukcję zanieczyszczenia powietrza o 74% a ilości ścieków przemysłowych o 35%. Unia Europejska wymaga 50-65% krajowego recyklingu. Proces chemiczny mający na celu spalanie odpadków w specjalnie do tego przygotowanych piecach też nie jest genialnym pomysłem, ponieważ 20% odpadków i tak zostanie pochowana w miejscach jak North Foreshore.<br />
W Wielkiej Brytanii wraz ze standardem życia obniża się wskaźnik tolerancji przedmiotów codziennego użytku. Trzy warstwy papieru toaletowego są standardem, a skoro ludzi stać na wygodę to też chętnie z niej korzystają. Irlandia Północna  jeszcze sześć lat temu zgarniała jedne z największych kar w UE za „zamiatanie” 95% swoich śmieci pod zielony dywan. Brak prawdziwego samodzielnego rządu odbija się na  samorządach, co powoduje powstawanie szarej strefy wpływów i obowiązków. W okresie 2008-2009 Irlandia Północna poddawała recyklingowi około 30% odpadów pochodzących z przedsiębiorstw jak i gospodarstw domowych. W dalszym ciągu około 65% odpadów kończy „pod naszymi stopami”. Sytuacja powoli poprawia się, przez co w ubiegłym roku ilość odpadów z gospodarstw domowych poddanych recyklingowi podskoczyła do 35%.<br />
Centra recyklingu tuż za rogiem kuszą swoją obecnością, lecz tylko ludzi przejętych wystarczająco losem naszego środowiska. Płyną też pieniądze. Dwa miliony funtów zostały dodane do budżetu recyklingu w tym roku, co doprowadza nas do łącznej kwoty ponad 6 milionów funtów, które mają być spożytkowane na nowe śmieciarki, kosze na śmieci i &#8211; prawdopodobnie nowe samochody ludzi zarządzającymi tymi pieniędzmi.<br />
Irlandia Płn. powinna osiągnąć normę Unii Europejskiej (jeżeli będzie rozwijać się w równym tempie) w 2020 roku, więc długa droga przed nami. Zadziwiający – ale tylko na pierwszy rzut oka &#8211; jest fakt, iż większość recyklingu niekomercyjnego jest biznesem prywatnych firm, co daje duże możliwości prywatnym przedsiębiorcom. Dziwić może, że zbyt wielu inwestorów nie decyduje się na ten biznes, ale z drugiej strony być może układ sił w tej branży został już ustalony&#8230; Tymczasem  nielegalne składowanie odpadów staje się coraz większym biznesem.<br />
W Niemczech czy Japonii gdzie segregacja śmieci jest wymagana od każdego obywatela, trend ten jest kultywowany, w rezultacie czego recykling staje się codziennością. Wysypiska śmieci zajmują za dużo miejsca, czasu a przede wszystkim natury. W Lagos, stolicy Nigerii na ogromnym wysypisku śmieci żyje i pracuje ponad 300 tysięcy ludzi! Śmieci nie możemy wiecznie składować w nielegalnie przejętych „opuszczonych” szybach kopalnianych, czy w głębinach morza.  Chęć zysku jednak na razie wygrywa z ekologią. Góry śmieci zalewają obrzeża Neapolu, o czym możemy przeczytać w głośnej książce Roberto Saviano „Gomorra”.<br />
A co z nami samymi? Ludzie mówią, że nie dostają wystarczającego wsparcia od władz samorządowych. Prawdą jest, że z pozyskaniem odpowiedniego kosza możemy mieć problemy i będziemy musieli zwrócić się do organizacji charytatywnych. A to przecież nie jest tak wielkim problemem. Wiele nawyków podbieramy od opisywanych przez nas samych jako leniwych Irlandczyków. Uczymy się od nich wygody płynącej z obojętności, co jest fundamentem Brytyjskiej pro-nacjonalistycznej gospodarki.<br />
Nasza ignorancja pomieszana z obojętnością sięga tak wysokiego poziomu, że przestajemy widzieć jawne abominacje naszego środowiska. Nikt już nie zauważa białych plamek gumy do żucia na chodniku, czy śmieci pomykających ulicami, jak krzaczki podczas pojedynków rewolwerowców na Dzikim Zachodzie. Dzień Ziemi wraz z opuszczeniem szkoły stracił swoje znaczenie, ponieważ po raz kolejny ani media ani administracja nie wywierają wystarczającego nacisku na „szarą masę”.<br />
Zostajemy jednak standardowo wyposażeni w kilka rożnych koszy na śmieci, a problemem nie jest sprawdzenie do czego służą. Któż jednak decyduje się na używanie kosza na przykład na kompost? Odpadki zamieniające się w kompost potrzebują specjalnych worków, inaczej zostaną stałym elementem wystroju naszego kosza, a tym samym zapach stałym elementem „wystroju” naszego nosa&#8230; I kto by się przejmował zużyciem ropy naftowej, gdy prawdziwy samochód musi nas wcisnąć w fotel przy zmianie biegu?&#8230; Troska o naszą rodzimą planetę  przestaje istnieć, gdy w grę wchodzą nasza ciężka praca, wyrzeczenia i pieniądze, które możemy później wydać na … trzywarstwowy papier… Sami wiemy do czego…<br />
W telewizji zaczynamy już dostrzegać reklamy promujące Zielona Brytanię, lecz to dopiero pierwszy malutki kroczek do uwiadomienia społeczeństwu ze żyjemy w swoim własnym brudzie.<br />
Większość energii, czy tej zamienianej w prąd, czy w ciepło nadal pochodzić będzie z ropy naftowej, węgla, bądź gazu ziemnego. British Petroleum w dalszym ciągu będzie nam fundowało gigantyczne wycieki ropy naftowej &#8211; w imię naszej wygody. I w dalszym ciągu jedynymi zainteresowanymi będą uważani przez wszystkich „normalnych” za szalonych ludzie z organizacji typu Greenpeace. W ciągu najbliższych lat nie uraczymy wylewu paneli słonecznych czy stacji ładujących w pełni elektryczne silniki naszych samochodów.<br />
Może przynajmniej starania Polski we wprowadzeniu elektrowni atomowych nie spełzną na niczym. Tak, skrzywdzimy naszych górników, ale węgiel, ropa naftowa czy gaz ziemny to nie tylko paliwo. Taki olej, po który razem z Amerykanami pojechaliśmy do Iraku, używany jest w przemyśle farmaceutycznym, chemicznym, jest jednym ze składników plastyku czy asfaltu.<br />
Dajmy więc szansę nowej erze i zacznijmy przejmować się czymś więcej niż nami samymi. W końcu jak sobie pościelisz tak twoje dzieci się wyśpią.</p>
<p>&nbsp;</p>
<address>Michał Ciborowski<br />
</address>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/2206/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wyborcze ABC</title>
		<link>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/wyborcze-abc/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=wyborcze-abc</link>
		<comments>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/wyborcze-abc/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 03 Oct 2011 11:47:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>chris</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured]]></category>
		<category><![CDATA[Nasze sprawy]]></category>
		<category><![CDATA[Porady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://linkpolska.com/?p=2202</guid>
		<description><![CDATA[Tylko do czwartku 6 października jest czas na zgłoszenie uczestnictwa w wyborach. Można to zrobić przez internet, faxem, pocztą lub samemu przynieść zgłoszenie do konsulatu. List w głosowaniu w &#8220;wyborach korespondencyjnych&#8221; najlepiej wysłać już dziś.

Wybory do polskiego Sejmu i Senatu już w najbliższą niedzielę. Obwodowe komisje wyborcze na Wyspach będą otwarte od godz. 7 do 21 czasu brytyjskiego.W Wielkiej Brytanii będą działać 43 komisje. By wziąć udział osobiście w głosowaniu w lokalu wyborczym należy wcześniej się zarejestrować. Bez tego nie zostaniemy dopuszczeni do głosowania.
Najprościej zarejestrować się przez Internet. Wystarczy wejść ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Tylko do czwartku 6 października jest czas na zgłoszenie uczestnictwa w wyborach. Można to zrobić przez internet, faxem, pocztą lub samemu przynieść zgłoszenie do konsulatu. List w głosowaniu w &#8220;wyborach korespondencyjnych&#8221; najlepiej wysłać już dziś.</h3>
<p><a href="http://linkpolska.com/wp-content/uploads/2011/10/wybory.jpg"><img class="aligncenter size-thumbnail wp-image-2203" title="wybory" src="http://linkpolska.com/wp-content/uploads/2011/10/wybory-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><br />
Wybory do polskiego Sejmu i Senatu już w najbliższą niedzielę. Obwodowe komisje wyborcze na Wyspach będą otwarte od godz. 7 do 21 czasu brytyjskiego.W Wielkiej Brytanii będą działać 43 komisje. By wziąć udział osobiście w głosowaniu w lokalu wyborczym należy wcześniej się zarejestrować. Bez tego nie zostaniemy dopuszczeni do głosowania.<br />
Najprościej zarejestrować się przez Internet. Wystarczy wejść na stronę https://ewybory.msz.gov.pl.<br />
Tam system poprosi o podanie odpowiednich danych osobowych i przeprowadzi przez procedurę. Po zakończeniu otrzymamy e-maila z MSZ z potwierdzeniem pozytywnie zakończonej rejestracji. To dla nas dowód, na który możemy powołać się w razie problemów w lokalu wyborczym.<br />
Zarejestrować się można najpóźniej do czwartku 6 października. Jednak nie należy czekać do ostatniej chwili. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że w ostatnim dniu strona internetowa z formularzem może być przeciążona. Jest to formularz działający na stronie MSZ i korzystają z niego Polacy zamieszkujący na całym świecie.<br />
Dlatego lepiej zrobić to szybciej. I w razie problemów powtórzyć rejestrację np. następnego dnia o innej porze.<br />
Zgłoszenie można nawet samemu przynieść<br />
Jeśli zdarzy się, że system nie zadziała, można wysłać zgłoszenie do najbliższego konsulatu e-mailem lub pocztą.<br />
Zgłoszenie takie powinno zawierać:- nazwisko i imiona,- imię ojca,- datę urodzenia,- miejsce zamieszkania wyborcy za granicą (i w kraju jeśli wyborca posiada stałe miejsce zamieszkania w Polsce),- numer ważnego polskiego paszportu lub dowodu osobistego,- datę i miejsce jego wydania,- numer PESEL<br />
Formularz można ściągnąć ze strony internetowej Formularze zgłoszenia Wyborcy.<br />
Jeśli nie mamy komputera, możemy zgłoszenie wysłać listem lub faxem. W ostateczności można samemu przynieść je do konsulatu. Adresy, e-maile i numery telefonów do każdego z nich znajdziemy w zakładce Lista polskich konsulatów.</p>
<h3>Polacy w Irlandii Północnej głosować będą w Obwodowej Komisji Wyborczej nr 258 w Belfaście. Siedziba Okręgowej Komisji Wyborczej nr 258 w Belfaście mieści się w Chinese Welfare Association, 1 Stranmillis Embankment, Belfast BT7 1GB. Skład Komisji Wyborczej nr 258 w Belfaście: Ewa Grosman, Maciej Bator, Tomasz Kurkowski, Iwona Wardach oraz Agnieszka Zając.</h3>
<p>Przychodząc 9 października do właściwego sobie lokalu wyborczego należy mieć ze sobą dowód osobisty lub paszport. Wówczas członkowie komisji potwierdzą nadesłane przez nas dane. Następnie otrzymamy od nich karty do głosowania.<br />
Głosy oddane w Wielkiej Brytanii oraz w pozostałych 222 obwodowych komisjach działających tego dnia na całym świecie zostaną podliczone i przekazane do Warszawy. Tutaj przejmie je Okręgowa Komisja Wyborcza w Warszawie i doda do głosów oddanych w stolicy. Na tej podstawie sporządzi jeden zbiorczy protokół wyborczy.<br />
(www.emito.net)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/wyborcze-abc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>A może na studia?</title>
		<link>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/a-moze-na-studia/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=a-moze-na-studia</link>
		<comments>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/a-moze-na-studia/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Sep 2011 09:17:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>chris</dc:creator>
				<category><![CDATA[Headline]]></category>
		<category><![CDATA[Nasze sprawy]]></category>
		<category><![CDATA[Porady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://linkpolska.com/?p=2183</guid>
		<description><![CDATA[Na naukę nigdy nie jest za późno! Poniżej przedstawiamy porady, jak wzbogacić swoją wiedzę, podnieść kwalifikacje, wzbogacić CV – czyli jak zrobić kolejny krok naprzód w życiu.

Studia w UK
Studia w Zjednoczonym Królestwie są dwustopniowe: studia first degree (undergraduate) – to 3-4 letnie kursy zakończone dyplomem Bachelor (BSc, BA, LLB), roczne kursy FOUNDATION YEAR (kursy przygotowujące do studiów) oraz dwuletnie kursy FOUNDATION DEGREE. Informacje na ten temat oferuje baza UCAS (Universities and Colleges Admissions Service) www.ucas.com
studia postgraduate &#8211; roczne lub dwuletnie kursy zakończone dyplomem Master (MA, MSc, LLM). Kursy te trwają rok ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na naukę nigdy nie jest za późno! Poniżej przedstawiamy porady, jak wzbogacić swoją wiedzę, podnieść kwalifikacje, wzbogacić CV – czyli jak zrobić kolejny krok naprzód w życiu.<br />
<a href="http://linkpolska.com/wp-content/uploads/2011/09/studia.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2184" title="studia" src="http://linkpolska.com/wp-content/uploads/2011/09/studia.jpg" alt="" width="400" height="312" /></a><br />
Studia w UK</p>
<p>Studia w Zjednoczonym Królestwie są dwustopniowe: studia first degree (undergraduate) – to 3-4 letnie kursy zakończone dyplomem Bachelor (BSc, BA, LLB), roczne kursy FOUNDATION YEAR (kursy przygotowujące do studiów) oraz dwuletnie kursy FOUNDATION DEGREE. Informacje na ten temat oferuje baza UCAS (Universities and Colleges Admissions Service) www.ucas.com<br />
studia postgraduate &#8211; roczne lub dwuletnie kursy zakończone dyplomem Master (MA, MSc, LLM). Kursy te trwają rok (TAUGHT COURSES) lub dwa lata jeśli obejmują pracę naukowo-badawczą (RESEARCH COURSES). Kategoria ta obejmuje także kursy zakończone dyplomami Postgraduate Certificate / Postgraduate Diploma oraz kursy doktoranckie. W zależności od wybranego kursu akceptowane są dyplomy magisterskie lub licencjackie. Informacje o kursach postgraduate dostępne są na stronach:www.educationuk.org, www.postgrad.hobsons.com, www.hero.ac.uk<br />
Polska matura jest akceptowana. Decyzja o przyjęciu na studia zależy od wyników matury, znajomości języka angielskiego oraz innych osiągnięć i kwalifikacji kandydata. Ważne są także staże, praktyki, wolontariat. Uczelnie najczęściej wymagają egzaminu językowego International English Language Testing System (IELTS), Certificate in Advanced English lub Certificate of Proficiency in English. Zdarza się, że uczelnie zapraszają na rozmowę kwalifikacyjną lub dodatkowy test wstępny (np. medycyna, prawo).<br />
Rekrutacją na pierwszy rok studiów dziennych first degree zajmuje się Universities and Colleges Admissions Service (UCAS)www.ucas.com. Rekrutacja na kursy part-time, kursy zaczynające się w styczniu / lutym oraz kursy postgraduate prowadzona jest bezpośrednio przez uniwersytety.<br />
Odrębną sprawą są koszta studiów. Aktualnie w Irlandii Północnej płaci się maksymalnie 3290 funtów za rok studiów, ale podobnie jak w innych częściach Zjednoczonego Królestwa czekają studentów podwyżki. Temat jest bardzo gorący – politycy debatują, studenci protestują. Szczegóły zmian w opłatach za studia znaleźć można na www.direct.gov.uk/en/EducationAndLearning/UniversityAndHigherEducation/StudentFinance<br />
Aby otrzymać dotacje z Unii Europejskiej, należy skontaktować się z Department for Education and Skills, i w tym celu wypełnić Application for Tuition Fee Support for EU students. Jeżeli nadal utrzymują nas rodzice bądź opiekunowie (przynajmniej formalnie), a ich zarobki nie przekraczają 22,010 funtów na rok, jesteśmy uprawomocnieni do otrzymania dofinansowania w wysokości 1,175 funtów. Jeżeli nasze zarobki lub zarobki osób, na których utrzymaniu pozostajemy znajdą się w przedziale od 22,010 do 32,740 funtów, należy nam się dofinansowanie pokrywające część czesnego, powyżej 32,740 funtów na rok, dotacja z Unii nie zostanie nam przyznana.<br />
IELTS<br />
Wybierając się na studia wyższe do Zjednoczonego Królestwa należy dołączyć dokument potwierdzający znajomość języka angielskiego. Większość uczelni brytyjskich wymaga w tym celu wyniku egzaminu International English Language Testing System, w skrócie IELTS. IELTS składa się z 4 części sprawdzających 4 podstawowe umiejętności językowe:<br />
• Słuchanie (Listening) &#8211; Ta część jest wspólna dla wszystkich zdających. Nagranie trwa 30 minut i składa się z 4 fragmentów. Każdy fragment jest słyszany tylko raz. Typy nagrań to dialog, monolog, dialog, monolog, zawsze w takim porządku. Po odsłuchaniu całego nagrania zdający mają dodatkowe 10 minut na przeniesienie odpowiedzi na specjalny arkusz. • Czytanie (Reading) &#8211; W tej części osoby zdające wersję Academic lub General Training dostają różne zestawy zadań. Wszyscy jednak mają do przeczytania 3 teksty liczące łącznie od 2000 do 2750 słów. Powinni odpowiedzieć na 40 pytań w ciągu 60 minut i wpisać rozwiązania na specjalny arkusz odpowiedzi. Tu nie ma dodatkowego czasu na przenoszenie odpowiedzi. • Pisanie (Writing) &#8211; W tej części także są różne zestawy zadań dla zdających moduł Academic lub General Training<br />
W ciągu 60 minut trzeba napisać 2 prace, jedną na 150, drugą na 250 słów. Druga, dłuższa praca pozwala zdobyć więcej punktów. • Mówienie (Speaking) &#8211; Część ustna egzaminu jest identyczna dla wszystkich. Każdy zdający rozmawia z egzaminatorem przez 11 do 14 minut.<br />
Trzy pierwsze części odbywają się w tym samym dniu, jedna po drugiej bez przerwy. Część ustna może być przeprowadzana w ciągu 7 dni przed lub po egzaminie pisemnym, ale na ogół ma miejsce tego samego dnia.<br />
Test IELTS ma dwa moduły:Academic &#8211; czyli akademicki, zdawany najczęściej przez osoby wyjeżdżające na studia, staże czy stypendia na uniwersytetach anglojęzycznychGeneral Training &#8211; czyli ogólny, wymagany m.in. przy rekrutacji do anglojęzycznych szkół średnich czy na szkolenia zawodowe oraz do celów imigracyjnych</p>
<p>Studia w UK a studia w Polsce<br />
Główna różnica polega na liczbie godzin spędzanych na uczelni. W Wielkiej Brytanii pełnowymiarowy kurs oznacza do 20 godzin zajęć tygodniowo, które mogą odbywać się między godziną 9 a 18. Studia ponadto kładą nacisk na praktykę, co daje nam możliwość zdobycia nie tylko teoretycznej wiedzy, ale też takiej, która będzie bardziej przydatna do naszej przyszłej pracy. Mimo tak niewielu zajęć jest od nas oczekiwane poświęcenie dodatkowego czasu na studiowanie w domu. Taka forma nauki daje możliwość rozwijania własnych zainteresowań, a także pogłębiania wiedzy w sektorach, które wydają się dla nas ważne i przydatne. Nasza akademicka praca semestralna oceniana jest głównie na podstawie egzaminów i projektu<br />
A może do college?<br />
Trzeba pamiętać, że studia to kosztowna i czasochłonna decyzja, która wymagać będzie od nas konsekwencji i ciężkiej i wytrwałej pracy. Jeśli chcemy zdobyć kwalifikacje szybciej i za stosunkowo mniejsze pieniądze, można zastanowić się na podjęciem nauki w college`u. Na terenie Irlandii Północnej można wskazać chociażby Belfast Metropolitan College (BMC) czy South East Regional College (SERC). Uczelnie organizują mnóstwo różnego rodzaju kursów – począwszy od różnych stopni zaawansowania obsługi komputera, przez zajęcia językowe, do&#8230; kursów plastycznych czy układania kwiatów. Wszystko to odbywa się w dogodnych nawet dla pracujących terminach, więc jest to również bardzo interesująca okazja do zdobycia dodatkowych kwalifikacji.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/a-moze-na-studia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Uwaga! Darmowa mammografia!</title>
		<link>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/uwaga-darmowa-mammografia/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=uwaga-darmowa-mammografia</link>
		<comments>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/uwaga-darmowa-mammografia/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 01 Sep 2011 09:53:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>chris</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nasze sprawy]]></category>
		<category><![CDATA[news]]></category>
		<category><![CDATA[Porady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://linkpolska.com/?p=2178</guid>
		<description><![CDATA[Action Cancer wspólnie ze Stowarzyszeniem Polskim w Irlandii Północnej zachęca Polki w wieku powyżej 40 lat do wzięcia udziału w darmowym badaniu mammograficznym.
&#160;
Odbędzie się ono 23 listopada 2011 o godzinie 10.30 w Action Cancer House przy 1 Marlborough Park, Malone Road, Belfast, BT9 6XS. Przy okazji badania przeprowadzona będzie też prezentacja dotycząca zdrowego trybu życia. Organizatorzy zapewniają również lunch. Na chwilę obecną  dostępnych jest 14 miejsc, istnieje jednak możliwość zorganizowania dodatkowej sesji badań, jeśli liczba chętnych okaże się większa.
&#160;
Badaniu mogą poddać  się kobiety, które ukończyły 40 lat i ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2>Action Cancer wspólnie ze Stowarzyszeniem Polskim w Irlandii Północnej zachęca Polki w wieku powyżej 40 lat do wzięcia udziału w darmowym badaniu mammograficznym.</h2>
<p>&nbsp;</p>
<p>Odbędzie się ono 23 listopada 2011 o godzinie 10.30 w Action Cancer House przy 1 Marlborough Park, Malone Road, Belfast, BT9 6XS. Przy okazji badania przeprowadzona będzie też prezentacja dotycząca zdrowego trybu życia. Organizatorzy zapewniają również lunch. Na chwilę obecną  dostępnych jest 14 miejsc, istnieje jednak możliwość zorganizowania dodatkowej sesji badań, jeśli liczba chętnych okaże się większa.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Badaniu mogą poddać  się kobiety, które ukończyły 40 lat i nie były badane mammografem w ciągu ostatnich 2 lat. W razie konieczności organizatorzy zapewniają pomoc polskiego tłumacza oraz darmowy transport. Zgłoszenia oraz wszelkie dodatkowe pytania prosimy kierować na adres mailowy: info@polishassociation.org (z tematem „badanie”) lub telefonicznie: 028 90 321 232. Ilość miejsc ograniczona.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/uwaga-darmowa-mammografia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Uczą, jak szukać i znaleźć pokój</title>
		<link>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/ucza-jak-szukac-i-znalezc-pokoj/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=ucza-jak-szukac-i-znalezc-pokoj</link>
		<comments>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/ucza-jak-szukac-i-znalezc-pokoj/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 29 Aug 2011 10:00:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>chris</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured]]></category>
		<category><![CDATA[Nasze sprawy]]></category>
		<category><![CDATA[Porady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://linkpolska.com/?p=2173</guid>
		<description><![CDATA[Kilkudziesięcioro młodych ludzi z terenów poszkodowanych różnego rodzaju konfliktami i wojnami domowymi przyjechało w lipcu do Belfastu na specjalną konferencję i spotkanie zorganizowane przez Charter for Northern Ireland. O tym, jak szukać pokojowych rozwiązań w sytuacjach, kiedy nie do pomyślenia wręcz wydaje się szukanie pokojowej drogi opowiadali ludzie, którzy dobrze wiedzieli jak wygląda dramat wewnątrzkrajowego konfliktu.

Geneza spotkania była przewrotnie prosta. Młodzi ludzie z europejskich krajów, dotkniętych wewnętrznymi konfliktami – a na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat niestety takich miejsc było na naszym kontynencie kilka – przyjechali do miejsca, które kojarzy się ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2>Kilkudziesięcioro młodych ludzi z terenów poszkodowanych różnego rodzaju konfliktami i wojnami domowymi przyjechało w lipcu do Belfastu na specjalną konferencję i spotkanie zorganizowane przez Charter for Northern Ireland. O tym, jak szukać pokojowych rozwiązań w sytuacjach, kiedy nie do pomyślenia wręcz wydaje się szukanie pokojowej drogi opowiadali ludzie, którzy dobrze wiedzieli jak wygląda dramat wewnątrzkrajowego konfliktu.</h2>
<p><a href="http://linkpolska.com/wp-content/uploads/2011/08/charter.png"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-2174" title="charter" src="http://linkpolska.com/wp-content/uploads/2011/08/charter-150x134.png" alt="" width="150" height="134" /></a><br />
Geneza spotkania była przewrotnie prosta. Młodzi ludzie z europejskich krajów, dotkniętych wewnętrznymi konfliktami – a na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat niestety takich miejsc było na naszym kontynencie kilka – przyjechali do miejsca, które kojarzy się z wewnętrznymi starciami chyba w sposób najbardziej jaskrawy. Jednocześnie Irlandia Północna, mimo nękających ją różnych kłopotów (nomen omen), jest miejscem, gdzie proces pokojowy może służyć za przykład działań dla innych miejsc. Mimo tego, że co jakiś czas ulicami Belfastu i innych miast Irlandii Północnej wstrząsają starcia i zamieszki, to jednak postęp, jaki dokonał się w tym kraju w ciągu ostatniej dekady jest wręcz modelowy. Dlatego też ludzie, którzy kiedyś stali po przeciwnych stronach barykady, dzisiaj wspólnie starają się gasić zarzewia konfliktu. Uczą też innych, jak budować pokój.<br />
Młodzi ludzie przyjechali do Belfastu w samym środku lipcowego sezonu marszowego. Mieli okazję zobaczyć, jak wygląda Bonfires Night. Przed imprezą, zorganizowaną przy jednym z ognisk we wschodnim Belfaście, bawili się na specjalnym festynie, integrowali się z miejscowymi, dla których była to również okazja do spotkania ludzi z różnych zakątków Europy. Najważniejsze były jednak spotkania z ludźmi, którzy na własnej skórze doświadczyli zła, do którego doprowadził ekstremizm. Uczestnicy konferencji zgodnie twierdzili, że była to naprawdę niezapomniana lekcja.<br />
- Zobaczyliśmy, że pokojowe rozwiązania, chociaż nie są może łatwe, to jednak warte są trudów i poświęceń – mówili młodzi ludzie. &#8211; Nie można budować murów, nie można patrzeć tylko w przeszłość. Trzeba budować współną przyszłość ponad podziałami. Tutaj powoli się to udaje, mamy nadzieję, że w naszych krajach też uda się wykorzystać doświadczenia z Irlandii Północnej.<br />
- Jesteśmy bardzo wdzięczni, że mogliśmy tu przyjechać. To były naprawdę niesamowite dni. Poznaliśmy bardzo ciekawych ludzi. Ich doświadczenia, ich przeżycia były dla nas naprawdę wyjątkową lekcją. Postaramy się, by nie poszła ona na marne.<br />
Charter for Northern Ireland nie przypadkiem zajął się zorganizowaniem takiej konferencji. Organizacja, wywodząca się ze wschodniego Belfastu za swój główny cel stawia działania w kierunku przemiany społeczności znajdujących się w konflikcie w pokojowe rozwiązania, skutkujące trwałym pokojem i pojednaniem. Konferencja to jeden z pierwszych kroków Charter for Northern Ireland na arenie międzynarodowej, na arenie lokalnej działają już społecznicy ze wschodniego Belfastu od dłuższego czasu i z wieloma sukcesami.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Przypominamy o infolinii Charter for Northern Ireland, stworzonej specjalnie dla polskiej społeczności, która może spotykać się z konfliktowymi sytuacjami. Pod nr telefonu<span style="color: #ff0000;"> 07582460610 </span>można wiele potrzebnych informacji oraz wsparcie w kryzysowych momentach.</strong><br />
Lokalne działania to przede wszystkim społeczna praca u podstaw, walka ze społeczną i ekonomiczną degradacją niektórych warstw społecznych, co może prowadzić później do narastania niepokojów społecznych. Bardzo ważną rolę w działaniach Charter for Northern Ireland zaczyna odgrywać praca na rzecz integracji lokalnych społeczności z zamieszkującymi Irlandię Północną imigrantami z krajów Europy Wschodniej – w tym oczywiście z Polakami, stanowiącymi największą grupę. Przypomnijmy, że jedną z ostatnich, bardzo wysoko ocenianych inicjatyw – lokalne media entuzjastycznie wręcz opisały ten projekt – był pomysł łączenia wielu różnych społeczności poprzez sport: na Football Fest rywalizowały ze sobą drużyny z różnych grup etnicznych, zamieszkujących Irlandię Północną. Był to ważny krok w kierunku wzajemnego poznania i zrozumienia.<br />
Lipcowy projekt na pewno nie był jednostkowym wydarzeniem. Na wczesną jesień Charter for Northern Ireland zapowiada następne działania, które promować mają pokojowe rozwiązywanie głęboko zakorzenionych konfliktów oraz multikulturową integrację. Co dokładnie będzie się działo – o tym w najbliższych numerach magazynu Link Express.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://linkpolska.com/nasze-sprawy/ucza-jak-szukac-i-znalezc-pokoj/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

